O sztuce przyjaźni z samym sobą – „Pozytywka” Agnieszki Lis

Agnieszka Lis to pisarka, o której w ostatnim czasie było dość głośno. Przede wszystkim za sprawą powieści „Karuzela”, która porusza trudny i ważny problem nieuleczalnej choroby i związanych z nią zmian w funkcjonowaniu całej rodziny. Dla mnie ten temat był zbyt trudny, unikam go, ale jednak proza autorki wciąż kusiła. Dlatego skorzystałam z okazji i sięgnęłam po „Pozytywkę”.

Książka dotarła do mnie w ramach akcji Book Tour zorganizowanej w grupie fejsbukowej Przeczytaj i Podaj dalej, którą stworzyła i fantastycznie prowadzi Magda z bloga Save the magic moments (polecam i bloga Magdy i grupę – idealne miejsce dla takich książkomaniaków, jak ja!).

Historia bardzo życiowa

„Pozytywka” jest książką, która zachęca swoją okładką – delikatną, przyjemną, a jednocześnie niepokojącą. Moim zdaniem okładkowe zdjęcie oddaje treść powieści. Czytając, poznajemy historię Moniki, młodej dziewczyny, pochodzącej z niewielkiej miejscowości, której wydaje się, że osiągnęła szczyt szczęścia, dzięki małżeństwu z bogatym, ustawionym warszawiakiem. Wkrótce jednak ma okazać się, że małżeństwo wcale nie jest kolorowe, Robert nie jest chodzącym ideałem, a Monika oprócz odnalezienia się w nowej sytuacji musi polubić siebie. To ostatnie jest najtrudniejsze. Kompleksy wyniesione z rodzinnego domu, brak umiejętności rozmawiania o sobie i swoich potrzebach. Kiedy jeszcze dochodzi kwestia rodzinnej tragedii, Monika przestaje walczyć o siebie, wpada w depresję i w końcu zaczyna obwiniać się o wszystko, co złe, choć nam, czytelnikom oceniającym sytuację z boku, wydaje się to co najmniej irracjonalne. W końcu z apatii popada w kolejną skrajność – pracoholizm i wyrachowanie. Z budzącej sympatię Moniki staje się Monique – perfekcjonistką, dla której liczy się tylko praca. W końcu jednak i to nie wystarcza, a bezwzględny świat korporacji przestaje być dla Moniki atrakcyjny. W końcu, w obliczu problemów zdrowotnych odkrywa, że życie tak naprawdę jest gdzie indziej…

pozytywka Agnieszka Lis

Emocjonalny roller-coaster

„Pozytywka” jest powieścią, której lektura może budzić wiele różnych emocji. Naprawdę stwierdzenie, że to „emocjonalny roller-coaster” wydaje się być tu jak najbardziej na miejscu. Być może na część wątków nie reagowałabym aż tak emocjonalnie, gdybym nie była matką. Ale jednak… Ot choćby kompletna wściekłość na Roberta, który zachowywał się po prostu beznadziejnie. Od samego początku. I uwierz mi – to słowo najbardziej łagodne, jakie przyszło mi na myśl! Mimo takiego natłoku emocji jest wiele w tej powieści zmusza do zastanowienia się. Nad różnymi zjawiskami społecznymi (jak choćby kult pracy w korporacji i związany z tym wyścig szczurów) i nad swoim własnym życiem. Autorka dzięki stworzonej przez siebie historii udowadnia, że w życiu najważniejsza jest harmonia i równowaga.

Nieidealna powieść, po którą warto sięgnąć

Nie mogę powiedzieć, że „Pozytywka” jest książką idealną. Dużo jest w niej wątków, które moim zdaniem proszą się o rozbudowanie. Poza tym często podczas czytania miałam wrażenie, że to nie jest powieść, ale raczej jakiś reportaż. Wynika to chyba ze sposobu narracji, stylu autorki. A jednak uważam, że po „Pozytywkę” warto sięgnąć. Tym bardziej, że czyta się dość szybko. Najważniejsze jest jednak to, że porusza kwestie, o których często zapominamy: zatracenia się w pracy, braku akceptacji samego siebie, walki nie tylko o swoje marzenia, ale też aspiracje czy wreszcie koncentrowania się na innych rzeczach tak bardzo, że nie widzimy, gdy coś złego dzieje się z nami. Ileż razy zdarza nam się zapomnieć o bliskich, zignorować badania profilaktyczne albo niepokojące sygnały, jakie daje nam nasze własne ciało? A przecież nie jesteśmy maszynami. Od robotów różnimy się tym, że mamy zdrowie, jedno ciało, które nie podlega wymianie. I uczucia – choćbyśmy chcieli schować je gdzieś głęboko, one wciąż w nas będą. I w pewnym momencie dojdą do głosu. Od nas zależy, czy tę chwilę wykorzystamy, by zmienić swoje życie i tak jak Monika w końcu odnaleźć równowagę i szczęście.

Książkę czytałam w ramach wyzwania Pod hasłem – autorka zadedykowała ją „Jedynemu”.

Reklamy

6 thoughts on “O sztuce przyjaźni z samym sobą – „Pozytywka” Agnieszki Lis

  1. Zastanawiam się, czy naprawdę aż tak wielu ludzi ma problem z zaakceptowaniem siebie? W końcu z kim się zaprzyjaźniać, jak nie z samym sobą… 🙂

    1. Niby takie proste, a jednak mam wrażenie, że wielu ludzi szuka akceptacji w oczach innych, zamiast znaleźć ją w samych sobie…

  2. Mnie ta okładka niestety odpycha. Na szczęście nie mam w zwyczaju oceniania powieści po ich okładkach, te bywają zwodnicze, wolę sugerować się recenzjami, co też niniejszym czynię. Zapisuję tytuł, pytanie tylko kiedy to wszystko przeczytam 🙂

    1. Oj z tą wciąż wydłużającą się listą książek do przeczytania tez mam problem… A co do okładki – no cóż, o gustach się nie dyskutuje. Mnie przede wszystkim urzekła kolorystyka…

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s