Sierpniowe oczarowania, czyli o tym, co działo się w sierpniu i co z tego było najfajniejsze

Sierpień był baaardzo aktywnym miesiącem. Obfitował w dalsze i bliższe podróże. Kiedy więc postanowiłam rozpocząć na blogu cykl comiesięcznych notek o moich ulubieńcach, notek, które podsumowywałyby dany miesiąc i wyłuskiwały z niego taką garść rzeczy best of the best, pomyślałam sobie, że w tym miesiącu byłoby to chyba niemożliwe…

Najfajniejsze (i najważniejsze!) momenty każdego dnia zamknęłam oczywiście w CALendarzowym wpisie, który powstał w ramach całorocznej zabawy na blogu UHK. Dużo tym razem biletów, fragmentów ulotek. Bo naprawdę dużo się działo – a to zwiedzanie Pszczyny i Krakowa, a to wypad na zamek Książ. No i wakacje! Fantastyczny tydzień nad morzem. A na koniec jeszcze… adopcja kota! Prawda, że intensywnie?

Calendarz p

Sierpniowe oczarowania

Spróbuję jednak przedstawić wszystko to, co najważniejsze, najpiękniejsze i najfajniejsze. Podzieliłam sobie te rzeczy na kilka kategorii, żeby uwzględnić wszystkie te najważniejsze sfery codzienności. Mojej codzienności. Chcesz wiedzieć, co zachwycało mnie w sierpniu? To czytaj dalej…

Przeczytane

O książkach czytanych w sierpniu piałam w poprzedniej notce. Celowo jednak nie wspomniałam o jeszcze jednej pozycji. Chodzi o książkę „Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz” Anny Kamińskiej. Niesamowita biografia niesamowitej kobiety. Czym zachwyciła mnie ta książka? Przede wszystkim sposobem, w jaki została stworzona. Anna Kamińska dołożyła ogromnych starań, by zdobyć jak najbardziej obszerny materiał, by dowiedzieć się o swojej bohaterce jak najwięcej.

Ale też sama historia jest pociągająca, inspirująca i… dająca do myślenia. To opowieść o ambicji, o chęci bycia najlepszym i o tym, że kiedy bardzo się chce, nic nie może stanąć na przeszkodzie, by osiągnąć swoje cele. Ale to też opowieść o górach. O życiu i śmierci w cieniu najwyższych szczytów świata. O tym, że wobec gór trzeba mieć pokorę, ale by ją zdobyć najpierw należy wykazać się odwagą…

Postać Wandy Rutkiewicz mnie zainspirowała. Niekoniecznie do tego, by stanąć na szczycie K2 czy Mount Everest, ale do tego, by pozostać wierną swoim marzeniom, realizować swoje plany. Ale obraz jednej z najbardziej znanych polskich himalaistek, jaki został ukazany w tej książce to także obraz postaci tragicznej, która nie potrafiła odnaleźć się w codziennym życiu, która – moim zdaniem – uciekała w góry, bo w dolinach, w miastach nie potrafiła ułożyć sobie życia.

Kamińska nie ocenia swojej bohaterki. Pokazuje jak wielowymiarową postacią była. Ale robi to w sposób wspaniały – wciągający a jednocześnie poparty wieloma źródłami. Właśnie dlatego ta książka mnie zachwyciła. I z tego też powodu ją polecam. Bo jest dobra. Po prostu…

Wanda

Zerknij, jakie inne książki przeczytałam w sierpniu.

Obejrzane

Tu nie mogło być inaczej. Sierpień, podobnie jak końcówkę lipca, zdominowało oglądanie „Gry o tron”. Wciąż nadrabiam zaległości. Aktualnie jestem na etapie końcówki sezonu szóstego i każdą okazję wykorzystuję, by obejrzeć choć jeden kolejny odcinek. Sama sobie dziwię się, że tak długo wzbraniałam się przed obejrzeniem tego serialu. A przecież jest naprawdę rewelacyjny! Wciągający, świetnie zrobiony i… pouczający. Bo „Gra o tron” to nie tylko historia fantastycznego świata. To także niezwykle trafne obserwacje współczesności.

Szczególnie ciekawe są tu postaci żeńskie. Budzą wiele emocji. Ale i inni bohaterowie wyzwalają w widzach różne uczucia. Od sympatii po odrazę i wręcz nienawiść… Choćby dlatego warto ten serial zobaczyć. Oczywiście jeśli jest jeszcze ktoś, kto tak jak ja nie widział całości…

Odwiedzone

Tu miałam największy problem. Tyle jeździliśmy w sierpniu, że wybór najbardziej inspirującego i najciekawszego miejsca wydawał się niemożliwy. Nad samym morzem codziennie odwiedzaliśmy miejsce, które zasługuje na osobną notkę (i może takie się pojawią). A jednak… po przemyśleniu sprawy mogę stwierdzić, że najbardziej urokliwa była sama Rewa. To niewielka miejscowość położona kilkanaście kilometrów od Gdyni. Do niedawna wioska rybacka, obecnie także miejscowość turystyczna, choć nie ma tu takich tłumów jak w innych nadmorskich miastach i miasteczkach. Jest spokojnie, cicho. I panują tu doskonałe warunki do kitesurfingu i windsurfingu. Pamiętasz? Kiedyś pisałam tu, że pływanie z latawcem jest jednym z moich marzeń. Teraz wydaje się być jeszcze bardziej realnym. I już wiem, że na pewno zrealizuję je właśnie w Rewie…

O moim marzeniu, by popływać na kitesurfngu pisałam tutaj.

Teraz tak sobie myślę, że tegoroczne wakacje były jednymi z najfajniejszych, jakie kiedykolwiek miałam. Z jednej strony bardzo aktywne. Codziennie działo się coś innego, ciekawego. Z drugiej strony – miałam czas dla siebie. Na poranne spacery plażą, na oddychanie pełną piersią, na oderwanie się od spraw codziennych i bycie tu i teraz. Wiesz, co najmilej wspominam? Nie wizytę w Malborku, Helu czy Gdyni, ale właśnie te niespieszne poranki, takie idealnie w stylu slow…

morze rewa

Skosztowane

Tu nie mogło być inaczej. Sierpniowym faworytem są lody. Oczywiście nie każde. Swoistym hobby moich tegorocznych wakacji było tropienie niewielkich lodziarni serwujących lody tradycyjne. Na szczęście w Zabrzu mamy La Vanillę, w której serwują idealne sorbety i tradycyjne lody w tak ciekawych smakach, że przechodząc obok po prostu trzeba wstąpić, by sprawdzić, co dziś ciekawego w menu. A jak już się wejdzie – nie ma siły – zawsze wychodzi się z przynajmniej jedną gałką lodów. Ale i nad morzem było mnóstwo okazji do skosztowania ciekawych smaków i w Krakowie, gdzie na każdym kroku można znaleźć przyjemną lodziarnię.

A które smaki zachwyciły mnie najbardziej? Na początku wakacji byłam pewna, że moim faworytem będzie solony karmel. Ale… z biegiem czasu przerzuciłam się na sorbety. Uwielbiam ich wyrazisty smak świeżych owoców. No i… są zdrowsze. Najciekawszy smak? Ogórek z kiwi z zabrzańskiej La Vanilli. A poza tym arbuz z miętą i prosecco jedzone w helskim porcie i poziomkowe próbowane w Krakowie. Bajeczne…

Przeżyte

O ile z wyborem najfajniejszego miejsca miałam problem, o tyle z wyborem przygody już nie. I wcale nie będzie o morzu, a o… Pławniowicach! I króciutkim bardzo rejsie żaglówką. Niby nic specjalnego. A jednak… Już niemal zapomniałam, jakie to jest fajne. Wystarczyły te dwie godziny na pokładzie jakiejś starej łajby, by znów poczuć ochotę na żeglowanie. I tak mi się Mazury zamarzyły… Może w przyszłym roku?

żagle

Kupione

Tak. Niby piszę o minimalizmie, atu nagle o zakupach. A jednak. Bo przecież nie o to chodzi, by nic nie kupować, ale by mądrze wydawać pieniądze, prawda? Dlatego taka kategoria także pojawia się w moim podsumowaniu miesiąca. Tym bardziej, że z tego zakupu jestem bardzo zadowolona! Chodzi o karnet unlimited do cinemacity. To karta, za którą płaci się 44 zł miesięcznie. W ramach tego otrzymuje się możliwość nielimitowanego oglądania filmów w kinach cinemacity na terenie całego kraju.

Przeczytaj o tym, co sądzę o relacji minimalizmu i wydawania pieniędzy.

Długo zastanawiałam się, czy warto. Ale potem stwierdziłam, że tyle razy nie obejrzałam ciekawych filmów tylko dlatego, że szkoda mi było dwudziestu złotych na bilet. Tłumaczyłam sobie, że poczekam, aż będzie dostępny w sieci, na DVD itd. A potem nie było czasu, zapominałam. .. Karta unlimited zwraca się po trzech seansach. Dla mnie do zrobienia. Już mam listę premier filmowych, które chcę zobaczyć we wrześniu. I gwarantuję – na pewno Ci o nich napiszę. Tutaj lub na fanpage’u!

Zrobione

Na koniec jeszcze jedna kategoria. Początkowo miało być o osiągnięciach, ale to, o czym chcę Ci dzisiaj napisać trudno określić tym słowem. Zostaje więc zrobione. A w tym miesiącu najfajniejszą rzeczą, jaką zrobiliśmy całą rodziną (tak, moi rodzice mieli w tym duży udział), była adopcja kota. Albo raczej kotki. Młodziutkiej, czteromiesięcznej. Pojawiła się w naszym ogrodzie i… została. Najpierw na ogródku, ale kiedy pogoda się popsuła nie miałam serca jej trzymać na dworze. Teraz, kiedy to piszę siedzi mi na kolanach i śp tak śmiesznie mrucząc. I strasznie mnie tym rozczula i cieszy. Stanowczo – kot w domu musi być!

psota

A jak minął Twój wrzesień? Napisz, co Cię oczarowało. A może tworzysz swój CALendarz? Koniecznie daj znać w komentarzu!

Reklamy

2 thoughts on “Sierpniowe oczarowania, czyli o tym, co działo się w sierpniu i co z tego było najfajniejsze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s