Nie musisz wiedzieć wszystkiego

Mam wrażenie, że ostatnio sami od siebie wymagamy zbyt dużo. Chcemy być najlepsi, chcemy mieć zdanie o wszystkim. Jeśli decydujemy się na budowę domu – koniecznie musimy dowiedzieć się wszystkiego o ty, co należy zrobić i jak należy to zrobić. Tylko po to, by potem „pomagać” zatrudnionej ekipie budowlańców. Do lekarza często też już idziemy z gotową diagnozą i próbujemy przekonać specjalistę do tego, że to my mamy rację. Zapętlamy się tym sposobem, zaśmiecamy swój umysł informacjami zbędnymi i tracimy to, co naprawdę dla nas cenne.

Dużo czasu zajęło mi dojście do porozumienia z samą sobą. Przekonanie siebie, że nie muszę być idealna we wszystkim, że nie muszę wszystkiego wiedzieć. Teraz już wiem, że są dziedziny,w których jestem dobra. Potwierdzają to słowa uznania z ust innych, często nawet takich osób, po których bym się tego nie spodziewała! Dzięki temu potrafiłam wytłumaczyć sobie, że nie muszę być idealna we wszystkim, że nie muszę wiedzieć wszystkiego. Zresztą to i tak chyba niemożliwe, prawda? Więc po co spalać się poczuciem winy, że w czymś jestem gorsza, słabsza, czego nie potrafię?

Problem z zaufaniem

Mam wrażenie, że to wszystko wynika z faktu, iż dzisiaj trudno jest nam zaufać innej osobie. Boimy się powierzyć komuś innemu nasze zdrowie, bezpieczeństwo, nawet komfort. A przecież to inni są specjalistami w swoich dziedzinach. No dobra, zdarzają się czasem ludzie, którzy to nasze zaufanie w człowieka podkopują – oszuści, osoby, które jedynie pod specjalistów się podszywają. Odpowiedz sobie jednak szczerze, ile takich osób spotkałeś? Na ilu sam, osobiście się zawiodłeś? Ja mogę przytoczyć dosłownie dwa, no może trzy przykłady z całego mojego, ponad trzydziestoletniego życia. Serio! A teraz pomyśl, ilu ludzi w ciągu tych trzydziestu lat spotkałam? Z iloma specjalistami miałam styczność? Ilu ludziom musiałam zaufać, powierzając im swoje zdrowie i bezpieczeństwo albo powodzenie swojej działalności? Księgowi, lekarze, pracownicy firm remontowych, informatycy… Mało?

Kiedyś chciałam wiedzieć wszystko. Czymkolwiek się zajmowałam. Choćby była to kwestia zamontowania jakiejś uszczelki w jakiś dziwnych rurach albo podłączenia jakiegoś kabla w sprzęcie RTV. Spalałam się, szukają odpowiedzi i instrukcji w sieci. A potem… potem i tak korzystałam z pomocy specjalisty. Problem tylko w tym, że gdy próbuję specowi udowodnić, że wiem lepiej i on, i ja denerwujemy się. A po co? Przecież skoro gość robi daną rzecz na co dzień, zarabia na tym, to musi wiedzieć, o co chodzi, prawda? Zamiast szukać gotowych rozwiązań mogę co najwyżej sprawdzić opinie o takim gościu w sieci. Zasada ograniczonego zaufania. I wystarczy.

Przecież nawet kierownicy dużych firm nie muszą znać się na wszystkim. Dyrektor jakiejś fabryki nie musi znać zasady działania czy tym bardziej konstruowania wykorzystywanego gdzieś w tej fabryce osuszacza powietrza, prawda? Ot choćby takiego: http://www.kaeser.pl/Products_and_Solutions/Compressed-air-treatment/Drying/Membrane-dryers/default.asp. W końcu za to, by to urządzenie dobrze funkcjonowało, odpowiada jego producent. Dyrektora powinno interesować to, że urządzenie jest niezawodne, że jest ekonomiczne, że jego zastosowanie jest konieczne, więc trzeba wybrać taki model, który odpowiadać będzie konkretnym potrzebom (i możliwościom, choćby finansowym, firmy). Czy musi więcej? Nie! Więcej wiedzą specjaliści z KAESER, którzy ten osuszacz wyprodukowali. Co więcej, z pewnością posłużą radą przy wyborze, zamontowaniu, w razie problemów z użytkowaniem. Od tego są!

Winne wychowanie?

Czasem zastanawiam się, skąd u nas ta potrzeba ciągłego kontrolowania wszystkiego? Potrzeba poczucia, że wie się wszystko najlepiej? Mam wrażenie, że trochę tu winy wychowania. Zbyt wysokich wymagań, presji ze strony rodziców czy nauczycieli, by być najlepszym. W każdej dziedzinie.

back-to-school-2628012_1920

Niedługo czeka mnie okres, w którym moje dziecko pójdzie do szkoły. Zacznie się nauka, odrabianie zadań, sprawdziany, wreszcie oceny i świadectwa. Jasne, że chciałabym, żeby te ostatnie były z paskiem. Ale nie chcę wywierać presji. Bo przecież nie to jest ważne, by być najlepszym we wszystkim. Dużo bardziej zależy mi na tym, by Młody odkrył to, co go interesuje. By rozwijał swoją pasję i stał się specjalista w dziedzinie, którą sam wybierze. By potem ludzie, którzy będą chcieli skorzystać z jego pomocy, niezależnie od tego, czy będzie lekarzem, pilotem czy budowlańcem, mogli mu zaufać. Nie musi być mistrzem matematyki, chodząca encyklopedią historii i wybitnym sportowcem. Niech wybierze to, co go bawi, a resztę pozna w podstawowym zakresie, tylko po to, by miał solidną podstawę wiedzy ogólnej.

Odpuszczam. Sobie i dziecku. Uczę się zaufania do innych i akceptowania tego, że są ludzie, którzy o pewnych rzeczach wiedzą więcej, którzy pewne rzeczy potrafią zrobić lepiej niż ja. To pomaga odnaleźć spokój i szczęście. Naprawdę!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s