Z okazji Świąt…

Smacznego jajka, jeśli jecie.
A jeśli nie to jeszcze smaczniejszego pasztetu z soczewicy!

Bgatego zajączka, jeśli ten do Was przychodzi.
A jeśli nie – czasu bogatego w refleksję!

Mokrego dyngusa, jeśli kultywujecie dawne tradycje.
A jeśli nie – chwil tylko dla siebie!

I niech ten czas świąteczny, będzie czasem zadumy. Refleksji, zanurzenia się w siebie. Niech przyniesie odrodzenie, bo przecież wokół odrodzenia wszystko się teraz kręci: symbolika jajek, baziowych gałazek w wielkanocnych palmach, bblijna historia zmartwychwstania. I nawet wizerunki pisklaków na wszystkich wielkanocnych dekoracjach!

Odpocznijcie, odetchnijcie głęboko,
naładujcie wewnetrzne baterie w gronie rodziny i przyjaciół.
I zbierzcie siły i odwagę,
by po świętach sięgnąć po swoje marzenia…

Tylko strach może powstrzymać marzenia – „Bursztynowy Anioł” Anny Tabak

Rzadko zdarza mi się sięgnąć po książkę, o której nie wiem prawie nic. Nie czytałam opisu na okładce, nie sprawdzałam recenzji w sieci. Zgłosiłam się do BookToura w fejsbukowej grupie Przeczytaj&Podaj Dalej, prowadzonej przez nieocenioną Magdę z bloga Save the Magic Moments, właściwie dlatego, że autorką jest jedna z grupowych koleżanek. Przeczytałam w dwa dni. Tylko dlatego, że oprócz czytania musiałam jeszcze zjeść obiad, coś tam posprzątać, coś tam wyprasować…

Continue reading „Tylko strach może powstrzymać marzenia – „Bursztynowy Anioł” Anny Tabak”

Czytając dziecku – pięć polskich ciekawych serii wydawniczych dla dzieci

Wczoraj świętowaliśmy Dzień Książki dla Dzieci. To idealna okazja, by przyjrzeć się propozycjom książkowym dla najmłodszych. A mówić szczerze, trochę ich jest. Wystarczy wejść do pierwszej lepszej księgarni i spojrzeć na dział dziecięcy – naprawdę mamy tu szeroki wybór różnychh lektur. Które są warte uwagi? Przedstawiam pięć moich (i mojego dziecka!) ulubionych serii wydawniczych dla dzieci.

Minimalistyczne Święta – czy w grudniu da się być minimalistą?

Święta Bożego Narodzenia to okres szczególny. Czas, w którym Polacy kupują najwięcej. Jakoś tak mamy wdrukowane w nasza podświadomość, że co, jak co, ale w Święta stół musi uginać się różnego rodzaju specjałów, a pod choinką ma być ogrom paczek. Im więcej (i im większe), tym lepiej. Czy w tym wszystkim jest miejsce na postawę minimalistyczną? Czy można być minimalistą w grudniu? I na czym, tak naparwdę, mogą polegac minimalistyczne Święta?

Continue reading „Minimalistyczne Święta – czy w grudniu da się być minimalistą?”

Grudzień drobnych przyjemności. 7 pomysłów na to, jak nie dać się przedświątecznej gonitwie i rodzinnie cieszyć się czekaniem na Święta

To już prawie połowa grudnia! Billboardy, sklepowe wystawy i reklamy telewizyjne atakują nas ze wszystkich stron, przekonując, co jeszcze powinniśmy kupić. W kolorowej prasie i na portalach internetowych pojawiają się artykuły uświadamiające nam, co jeszcze musimy zrobić. A czas ucieka… Grudniowe dni, odmierzane codziennie otwieranym okienkiem kalendarza adwentowego mijają tak szybko, że trudno to zauważyć. A może by tak… powiedzieć STOP!? I w końcu zacząć cieszyć się grudniem? Przecież to najpiękniejszy miesiąc w całym roku!

Continue reading „Grudzień drobnych przyjemności. 7 pomysłów na to, jak nie dać się przedświątecznej gonitwie i rodzinnie cieszyć się czekaniem na Święta”

Uroki lata – jak przyjemnie spędzić czas na ogródku, tarasie, balkonie

Przyznam szczerze, że pierwszy raz od kiedy pamiętam spędzam praktycznie całe lato w mieście. Zazwyczaj okres wakacji był czasem wyjazdowym. W tym roku złożyło się tak, że jestem w domu. I choć jeszcze niedawno myślałam, że lato w domu jest nudne, okazało się, że i w mieście spędzić można ten czas w całkiem przyjemny sposób. Zwłaszcza, gdy ma się dom z gródkiem albo chociaż taras czy balkon, na którym można posiedzieć sobie w słońcu albo… spotkać się wieczorem z przyjaciółmi…

Codzienne przyjemności

lezakiDzięki latu spędzanemu w domu już wiem, jak przyjemna jest poranna joga na świeżym powietrzu. Odkrywam uroki czytania książki w cieniu jabłonki i jedzenia śniadania w promieniach słonca. Najfajniejsze ą jednak wieczory: kiedy można usiąść z ciepłą herbatą, naparem ziołowym albo domową lemoniadą i cieszyć się chwilą orzeźwienia w wieczornym wietrze, rozmową z bliskimi lub wieczornymi dźwiękami, zapachami…

I byłoby naparwdę pięknie, gdyby nie… No właśnie, gdyby nie nieproszeni goście. Bo kiedy tę przyjemną ciszę wieczorną przerywa nagłe, tak bardzo denerwujące bzyczenie, gdy zamiast koncentrować się na pięknie mijającej właśnie chwili jesteśmy zmuszeni opędzać się od komarów, przestaje być tak bardzo przyjemnie. Na to też jednak jest rada…

Idealna pułapka na komary

Sposobów jest oczywiście kilka: kadzidełka, skropienie się aromatem cytrynowym albo… kupienie specjalnej lampki, która jednocześnie jest pułapką. Taką idealną, w pełni ekologiczną, zżerającą mało prądu, a przy tym wyglądającą całkiem fajnie znalazłam na stronie http://importmania.pl/. Znajdziecie tam wiele wysokiej klasy produktów do domu, biura, czy przeznaczonych do pielęgancji urody. Lampka na komary, która wydaje mi się być idealnym rozwiązaniem jest naparwdę fajna. Ta konkretna charakteryzuje się tym, że jest bardzo cicha. Wieczornego relaksu nie zakłóca więc nieprzyjemne buczenie. Poza tym ta pułapka oprócz tego, że pomaga uporać się z problemem komarów, daje też troszkę światła. W sam raz, by nie siedzieć w zupełnych ciemnościach i nie za dużo, tak, by móc cieszyć się zapadającym zmierzchem.  Fajne jest też to, że pułapka włączy się sama, gdy zrobi się odpowiednio ciemno… Oczywiście można z niej korzystać nie tylko w ogrodzie, ale też na tarasie czy balkonie. I cieszyć się wszystkimi przyjemnosciami, które wiążą się ze spedzaniem lata w swoim domu!

A Wy co lubicie w wakacjach w domu? Podzielcie się swoimi pomysłami na to, jak można umilić sobie letnie wieczory…

 

Nosi mnie, czyli powoli planuję wyjazd

Czuję w powietrzu nadchodzące zmiany. Czuję w sobie, że jeśli za chwilę czegoś nie zmienię, to się uduszę. W przenośni i całkiem dosłownie, bo czytam też sygnały z ciała. BYć może dla niektórych brzmi to dziwnie, ale… kiedy zaczynasz akceptować swoją fizyczność i to, że w naturalny i nierozerwalny sposób związana jest ze sferą psyche, zauważasz, że ciało daje mniejsze i większe sygnały, gdy coś jest nie tak. U mnie zaczęło się od kaszlu, duszącego, mocnego i takiego, który jakby chciał rozerwać płuca. Tygodniowe L4, antybiotyk, który, moim zdaniem nic kompletnie nie dał. A potem krtki wyjazd i… jak ręką odjął. Mimo, że robiłam dokładnie to, czego każdy lekarz podczas przeziębienia zabrania: cały dzień na dworze, wśród ludzi, także w deszczu… I wtedy zrozumiałam, że mnie nosi, że dłużej tak nie pociągnę… Przyszedł czas na zmiany, te duże, życiowe, jakkolwiek patetycznie by to brzmiało, ale i te mniejsze. Zmiany otoczenia na przykład. I choć urlop zaplanowałam dopiero na koncówkę października, to sama myśl o nim już dodaje sił, energii, motywuje do działania. Więc działam. A przy okazji planuję wyjazd właśnie.

 

Kierunek: Nemcy

Pomysłów na wyjazd mam oczywiście mnóstwo. Tyle jest miejsc, które chciałabym zobaczyć, rzeczy, które chciałabym zrobić. Różne okoliczności sprawiły jednak, że wybór padł na Niemcy. O tyle jest to fajne, że nie muszę się zajmować kwestią noclegów, bo zatrzymam się u siostry. Do zaplanowania pozostaje więc tak naprawdę tylko transport. No i czas na miejscu. Na tę chwilę to jednak transport najważniejszy. Szukam więc różnych opcji…

Wybór jest tdrogau duży. Niemcy to w końcu nie koniec świata. Do pokonania mam tak naprawdę jakiś 1000 kilometrów. Ostatecznie mogę jechać samochodem. Ale… po pierwsze, wyjdzie trochę drogo. Po drugie cały dzień za kierownicą męczy, nawet na niemeickich autostradach. Po trzecie po prostu boję się, bo przecież będę podrożować z dzieckiem. Tę opcję więc skreślam od razu – to ma być urlop, a nie wielki stres.

Druga opcja: autobus. Tyle, że nie jest to najprzyjemniejszy sposób podróżowania. Zazwyczaj z powodu współpasażerów. Dużo ich tam i… duże prawdopodobieństwo, że trafi się na ludzi, którzy, no cóż, nie posiadają odpowiedniego poziomu kultury. A ja… podróżuję z dzieckiem. Więc autobus to ostateczność, choć też wygodna, bo podjedzie niemal do centrum miasta docelowego…

Opcja trzecia, której sama jeszcze nie próbowałam, ale z której już neiraz korzystala moja siostra to bus. Taki, jak choćby ten: http://piatkabus.pl/. Plus jest taki, że dojadę nim w to samo miejsce, co autobusem (choć czasem za dodatkową opłatą można i pod wskazany adres), będzie szybciej i bardziej komfortowo. No i… mniej współpasażerów. Minus: brak toalety, ale kierowcę obowiązują jakieś normy czasu pracy, więc i przerwy są stosunkowo często. Kwestia ceny: porównywalna do innych opcji, chyba, że trafi się na jakąś promocję.

Kolejna opcja to pociąg. Przyznam szczerze, że to mnie kusi, choć też trwa długo. Tyle, że wygodnie. No ale i drogo. Bilety kolejowe na trasach międzynarodowych naparwwdę osiągają ceny masakryczne. No cóż… Kiedyś może skuszę się na opcję biletu czasowego po Europie i wyruszę w taką podróż. Na razie jednak młody chyba trochę za młody…

Opcja piąta: samolot. Tutaj mankamenty są dwa: po pierwsze lokalizacja lotnisk – trzeba na nie jakoś dojechać. O ile tutaj nie ejst to problemem, bo ktoś nas podwiezie, o tyle na miejscu trzeba kombinować. Drugi mankament to cena, chyba, że upoluje się jakąś okazję. A… no i ograniczona ilość bagażu oraz ograniczenia dotyczące tego, co można zabrać na pokład. Na przykład opakowania płynów, kremów itd. Za to kusi czas podróży i warunki. TO jest komfort, nawet w tanich liniach…

Szukam więc i planuję. Porównuję ceny, biorę pod uwagę wsystkie za i przeciw. I pewno niedługo podejmę decyzję. Na razie napawam się myślą, że to już przecież niedługo. Że znów będę w drodze. A przy okazji kombinuję, co zrobić, by w tej drodze być coraz częściej. Tu też już mam pomysł. Ale o tym napiszę kiedy indziej…

P.S.
A Wy którą opcję podróżowania byście wybrali?

Artjournal „Peace”

Czasem w życiu przychodzi taki moment, że nic się nie chce. Że czuje się taką pewną bezsilność, jakby stanęło się przed jakąś ścianą. To moment, kiedy najbardziej na świecie potrzebujemy podjąć ważną decyzję. Decyzję, której często się boimy, którą chcemy odłożyć w czasie, choć wiemy, że tylko podjęcie jej (jakiejkolwiek) przyniesie nam spokój.

Od pewnego czasu czuję, że znowu znalazłams ię w takim właśnie momencie życia. Staram się słuchac swojego ciała, które wyraźnie mi mów, że coś jest nie tak. Że coś trzeba zmienić, już natychmiast. A jedyne, co mi się marzy to spokój. Taki, który można poczuć leżąc pośrd traw i polnych kwiatów. I o tym jest mój dzsiejszy wpis artjournalowy, stworzony w ramach inspiracji dla Tricksart.

DSCN0740

Głównym elementem mojego wpisu są tekturkowe maki. Do stworzenia tła wykorzystałam także maskę z motywem liścia paproci oraz gesso.
DSCN0738
 DSCN0736 DSCN0737